Podsumowanie przebiegu Synodu w diecezjach

Dokąd podążasz moja parafio? Refleksja po spotkaniach synodalnych

Szczęść Boże!

Moja droga synodalna była bardzo intensywna i przebiegała na kilku poziomach: parafialnym (byłem jedną z osób organizujących synod w mojej parafii), diecezjalnym (w pierwszej fazie synodu napisałem list do ks. Arcybiskupa w mojej diecezji z propozycjami zmian w działaniu Sekretariatu Synodu oraz sposobie informowania o synodzie w diecezji a następnie spotkałem się z osobami odpowiadającymi za Synod w mojej diecezji) i ogólnopolskim (poprzez stworzenie i aktualizację serwisu synod.org.pl, koordynację akcji "Zaangażuj się w Synod!" czy obecności w programie "Między Ziemią a Niebem" poświęconemu drodze synodalnej). Więc dane mi było się przyjrzeć procesowi synodalnemu z różnych poziomów. Z czym więc, po zakończeniu Synodu na poziomie diecezji, zostaję?

Pierwszą rzeczą, która mi przychodzi od razu do głowy to ogromna wdzięczność dla papieża Franciszka za wprowadzenie w życie Synodu w tej powszechnej formie. To była bardzo odważna decyzja - w realiach Kościoła Katolickiego jakiego doświadczam - wręcz rewolucyjna. I na pewno po drodze Papież musiał pokonać wiele "kłód" rzucanych pod nogi. I dziękuję Bogu, że udało mu się tego dokonać i tym samym zaprosić nas wszystkich do wejścia na synodalną drogę. Jestem wdzięczny również swojemu Arcybiskupowi za to, że poważnie podszedł do tematu Synodu (a wiem, że nie była to normą - nawiasem mówiąc, optymistycznie szacując, na podstawie danych udostępnianych w syntezach diecezjalnych, ok. 50% parafii wzięło udział w synodzie i mam wrażenie (na podstawie tego ile diecezji udostępniło syntezy publicznie, co było wyraźną sugestią papieża Franciszka) że również ok 50% diecezji naprawdę gorliwie zaangażowało się w przeprowadzenie synodu - reszta "udawała" zaangażowanie - mniej lub bardziej skutecznie). Zaangażowanie ks. Arcybiskupa wyrażało się motywacją całego Sekretariatu Synodu i ich uważnością na zgłaszane uwagi i chęcią do zmian w organizacji Synodu (jeżeli były potrzebne). Ale przede wszystkim słuchaniem - czyli tym co było sednem Synodu. Dziękuję Bogu za mojego ks. Proboszcza, który na poważnie podszedł do Synodu w parafii. Nie bał się trudnych tematów, uczestniczył w każdych spotkaniach, sam szczerze dzielił się swoim zdaniem. Jego przykład sprawił, że we wszystkich spotkaniach uczestniczyli księża Wikariusze, oraz siostry zakonne działające w naszej parafii. A na samym końcu, choć bez ich obecności Synod nie miałby sensu, dziękuję Panu za wszystkich parafian, którzy w drogę Synodalną zdecydowali się wyruszyć. W sumie było nas ponad 60 osób, którzy odważnie, często wychodząc ze swojej strefy komfortu, zdecydowało się podzielić swoimi marzeniami i obawami dotyczącymi naszej parafii i Kościoła...

Nasz Synod parafialny był pięknym doświadczeniem wzajemnego słuchania, spotkania, uważności na to co nas różni i to co jest wspólne. Ale przede wszystkim pięknym doświadczeniem jak może wyglądać podążanie razem w różnorodności, którą jako Kościół jesteśmy. Była to podróż "mistyczna" której celem nie była jakaś "idealna" konstrukcja Kościoła, ale sam Jezus Chrystus. Zobaczyliśmy bowiem jak bardzo się wszyscy różnimy - mamy tak wiele różnych pomysłów na to, co należy w Kościele zmienić, co w Kościele należy zachować, jak Kościół powinien wyglądać. Po ludzku nie ma możliwości, aby wszystkie te wszystkie pomysły jednocześnie uwzględnić. Różni nas tak wiele. Ale łączy nas o wiele więcej - pragnienie podążania za Jezusem - naszym Panem i Zbawicielem. To wybrzmiało tak mocno. Tak jednoznacznie. I sprawiło, że nawet te ogromne różnice nie były w stanie nas podzielić. Rozmawialiśmy z szacunkiem, otwartością, uważnością. Zrozumiałem, że to, co wydawało się moją wizją idealnego Kościoła jest tylko jedną z wielu opcji. Wcale nie lepszą niż inne - bardziej odpowiadającą moim potrzebom duchowym, ale przecież nie jestem jedynym członkiem Kościoła. A moje siostry i bracia w mają inną wrażliwość, potrzeby, doświadczenia z przeszłości. Więc po ludzku pewnie nigdy nie będziemy iść ramie w ramię. Ale w mistyczny sposób, każdy z nas chce iść za Panem. Więc choć może ludzkie oko tego nie widzi, to "światłe oczy serca" pomogą nam zobaczyć, że podążamy razem. I pragniemy tego samego. Synod był piękną okazją aby tego doświadczyć. I ta wizja wspólnej drogi "wgłąb", przestała być jedynie koncepcją teologiczną, ale stała się praktycznym doświadczeniem, która zmieniła to jak widzę Kościół. Przyniosła dużo spokoju. Zaufania w Bożą opatrzność i Jego plan dla nas wszystkich. 

Po zakończeniu spotkań synodalnych pojawiło się we mnie pytanie: Co dalej? Jak w codziennym życiu naszej parafii wykorzystać doświadczenie synodalne? Jak sprawić żeby parafia stała się upragnioną wspólnotą wspólnot? Naszym domem a nie urzędem, w którym załatwiane są usługi "duchowe"? Jak ożywić naszą wspólnotę parafialną i wyrwać ją z marazmu, w którym tkwi? Mimo tego, że na synodzie padło wiele wartościowych pomysłów to proste wdrożenie ich w życie nie wydaje mi się dobrym rozwiązaniem. Potrzebna jest raczej systematyczna i konsekwentna praca "u podstaw". Zmiana mentalności zarówno duchownych jak i świeckich. Ale jak miałaby się ona dokonać?...

Ciągle rozważam te sprawy w sobie i proszę Pana o światło. To co jest się dla mnie jasne, to fakt, że pierwszym krokiem do ożywienia parafii jest nawrócenia ks. Proboszcza. Prawdziwe spotkanie z żywym Bogiem, które przemienia serce. Sprawia, że człowiek staje się świadkiem Dobrej Nowiny. Bo oto spotkał Pana i poznał Prawdę, która uczyniła go wolnym. Po takim spotkaniu jedyne co ma znaczenie to ogłaszanie światu że Jezus żyje, że kocha każdego z nas, każdego z nas odkupił przez swoją śmierć i Zmartwychwstanie. A żeby mieć udział w Dobrej Nowinie trzeba Go ogłosić swoim Panem i Zbawicielem. Gdy takie spotkanie z Jezusem ma miejsce nic nie jest ważniejsze od słuchania Pana i posłusznego wykonywania Jego woli. Bo przecież "już nie ja żyję, ale żyję we mnie Chrystus" (Ga 2,20). Dopiero z tego miejsca można zmieniać parafię. Kiedyś ks. Abp. Grzegorz Ryś powiedział o ewangelizacji, że mogą się nią zajmować tylko ci, którzy spotkali Pana. A jeżeli ktoś kto przemieniającego życie spotkania z Jezusem jeszcze nie doświadczył, myśli o tym aby ewangelizować, to lepiej niech usiądzie i poczeka aż mu przejdzie. I wierzę, że to samo dotyczy ożywiania parafii. A spotkać nawróconego proboszcza to prawie jak wygrać szóstkę w totolotka. O wiele częściej spotkać można duchowego urzędnika, który dawno zapomniał o swej pierwotnej gorliwości. Który nawet jeżeli jest sprawnym organizatorem to bardziej troszczy się o sprawy materialne parafii niż o głoszenie Dobrej Nowiny. Nie widać w nim radości z tego, że oto Pan Zmartwychwstał i odkupił nas wszystkich. I każdy z nas ma przystęp do Ojca. I każdy może być zbawiony! A to wspaniała Nowina! Takie nawrócenie jest łaską - zawsze niezasłużoną. Nie da się na nie "zapracować", "wymodlić", "wyprosić". Nie da się go osiągnąć po 5 latach studiów teologicznych czy 2 pięcioletnich wikariatach. To co można zrobić to pragnąć takiego nawrócenia nade wszystko i przygotować się na spotkanie z Panem - każdego dnia zapierając samego siebie i dążąc do świętości.

I gdy ks. Proboszcz jest gotowy, jak małe dziecko, z ufnością,  iść za Panem, wówczas zostanie mu podarowany pomysł na to jak jego parafię trzeba ożywić. I będzie się to działo Bożą mocą a nie sprytem czy mądrością ludzką. Co nie oznacza, że nie zostaną wykorzystane talenty świeckich wiernych, których w każdej parafii jest obfitość. Wierzę, że to właśnie świeccy swoim doświadczeniem i zaangażowaniem będą pełnili kluczową rolę w każdym procesie odnowy parafii. Ale szefem będzie Jezus działający przez tego, którego Pan wybrał za lidera - ks. Proboszcza. 

Czy istnieją jakieś schematy działań pomagające w ożywieniu parafii? Tak, kilka, z których w ostatnim czasie dane mi było poznać bliżej dwa. Jeden to Nowy Obraz Parafii (NOP - więcej: https://parafiaserbinow.pl/program-nowy-obraz-parafii/). Drugi do Kościół Świadomy Celu (https://nowaewangelizacja.org/ksc/). Jest prawdopodobne, że ciąg dalszy serwisu synod.org.pl w jakiś sposób powiązany będzie z prezentacją założeń obu tych programów - jako propozycja ciągu dalszego synodalnej drogi. Ale to wszystko oddaję Panu i Jemu powierzam. 

Z czym więc pozostaję po synodzie? Z wielką wdzięcznością za spotkania które się odbyły. Z poczuciem, że organizowanie kolejnych jednostkowych wydarzeń (takich jak piknik parafialny, pielgrzymki, spotkania synodalne czy rekolekcje zawierzenia Maryi) bez strategicznego pomysłu na całość nie przemienią punktu usługowego, jaką dla większości jest nasza parafia, w żywą wspólnotę wiary. I z nadzieją na nawrócenie ks. Proboszcza tak, by stał się gorliwym apostołem Jezusa Chrystusa. 

Cieszę się, że mogłem napisać ten tekst. Uzmysłowił mi on co jest w tym momencie najważniejsze i na czym powinienem się skupić - na modlitwie za wszystkich kapłanów (w tym mojego ks. Proboszcza), o powrót do ich pierwotnej gorliwości, o pragnienie nawrócenia i spotkanie z Panem serce w serce. Jeżeli to, co napisałem jest prawdą, to od tego nawrócenia zależy odnowa naszych (mojej) parafii. 

Niech więc to nawrócenie stanie doświadczeniem każdego kapłana!

Amen.



[Źródło: https://synod.org.pl/community/wasze-refleksje-po-spotkaniach-synodalnych/dokad-podazasz-moja-parafio-refleksja-po-spotkaniach-synodalnych/]

Rafał